|
X. Piotr Semenenko o nirwanie - czyli samozniszczeniu
Reaktor
Nirwana to imię tego samozniszczenia. Wprawdzie jest to dogmat buddyzmu, a nie brahmanizmu, ale to wszystko jedno; mianowicie zaś dla dwóch powodów: naprzód że buddyzm jest logicznym i prawowitym zakończeniem brahmanizmu, a następnie, że cała zasada nauki i cały układ praktyk co do złego, pokuty i zbawienia, rdzennie ten sam jest w brahmanizmie co i w buddyzmie; jedynie powody i cele się różnią; i to jeszcze powierzchownie tylko.
Postanawiam zaprezentować ciekawy tekst, który można rozpatrywać na kilku różnych polach. Jest to właściwie jeden z przypisów do jednego z kazań xiędza Piotra Semenenki, „O Papieżu jako podwalinie nadziei, to jest o jego sądowładztwie (jurysdykcyi)” (wygłoszonego w Rzymie dnia 3 kwietnia 1870 roku). Opisując różnice, stosunki i ewentualne zbieżności pomiędzy katolicyzmem a odpryskami od chrześcijaństwa – tj. protestantami, gallikanami i schizmatykami – autor sięga do przykładu szczątek dzisiejszych jeszcze starodawnych Indii. Mówiąc o pojęciu grzechu, przedstawiając teorie i praktyki radzenia sobie z nim, x. Semenenko przytacza w końcu wschodnią koncepcję nirwany – jako jednego z takich środków.
Otóż naprzód buddyzm jest dokończeniem brahmanizmu. Można doskonale porównać, jeżeli, nie rzecz do rzeczy, tedy stosunek, jaki zachodzi między brahmanizmem a buddyzmem, do stosunku, jaki ma miejsce w prawdziwej religii między starym zakonem, to jest żydowskim, a nowym to jest chrześcijańskim. Tylko rozumie się, że ten ostatni stosunek jest dodatni, kiedy ów pierwszy jest ujemny; stosunek żydostwa do chrześcijaństwa, ma się, jak zapowiedź prawdy, albo jak półprawdy do prawdy całej; zaś odwrotnie stosunek brahmanizmu do buddyzmu, ma się jak resztki prawdy albo znowu jak pół prawdy do całej nieprawdy. Są ci, co porównują Buddyzm do protestantyzmu, a brahmanizm do katolicyzmu; jest i w tym niejaka odpowiedność dość prawdziwa, pod tym mianowicie względem, że buddyzm niszczy tą pozostałą jakąkolwiek prawdę, która się w brahmanizmie zamykała, tak jak protestantyzm zaprzecza z początku, a w rozwijaniu kolejnym zaprzeczenia, niszczy w końcu całkowicie tę inaczej pełną, i owszem całkowitą prawdę, jaka się zamyka w katolicyzmie. Jest w tym przeto dostateczne podobieństwo, i podstawa porównania. Jednakże daleko stosowniejsze jest porównanie i podstawa jego rzeczywistsza, kiedy kresy porównania tak postawimy, jak to wyżej uczyniliśmy. Żydzi są posłańcem chrześcijaństwa i brahmanizm jest poprzednikiem buddyzmu. I żydostwo i brahmanizm mają tylko półprawdy; ale ta półprawda w żydostwie jest żywa i rosnąca i tylko we śnie jakoby leżąca coraz lżejszym, by się nareszcie w chrześcijaństwie przebudzić; kiedy podobna półprawda w brahmanizmie jest chora i coraz więcej omdlewająca, i jakoby w letargu konania czekająca tylko na buddyzm, aby w nim umrzeć. Żydostwo jest mrokiem kończącej się nocy, wyglądającym wschodu słońca chrześcijaństwa, który przyniesie dzień biały i jasny katolicyzmu; zaś brahmanizm jest zmierzchem zapadającego wieczora, po którym niezawodnie nadchodzi północ buddyzmu, mogącego się rzeczywiście nazwać ciemnym i czarnym katolicyzmem. Ostatecznie najlepiej stykają się z sobą logicznie, i buddyzm nie z protestantyzmem, ale z katolicyzmem, jako ostateczne przeciwieństwa stoją obok siebie w najlogiczniejszym, a pod tym względem w najprawdziwszym porównaniu.
Xiądz w hardy sposób rozprawia się z założeniami brahmanizmu (braminizmu, a więc „wczesnej fazy” hinduizmu – nie jest to jednak ważne w tych rozważaniach) oraz buddyzmu, przeciwstawiając je wierze i myśli chrześcijańskiej posługując się jasnymi zobrazowaniami.
Samo zagadnienie tych religii Wschodu do dziś zachowuje posmak egzotyki, więc o ileż bardziej obce musiało być w drugiej połowie wieku XIX – konkretniej czasach Pierwszego Soboru Watykańskiego. Według mnie myśl xiędza Semenenki może się przydać i dziś, szczególnie nam, szczególnie w warunkach fascynacji oraz zbliżenia do tzw. tradycjonalizmu integralnego. Ten luźny zbiór stwierdzeń, założeń i odniesień niejednokrotnie odwołuje się właśnie do hinduizmu i buddyzmu – zwłaszcza koncepcji duchowych i społecznych, jako najbliższych pierwotnym formom aryjskim.

|
|
X. Semenenko o nirwanie...
Ciąg dalszy...
Druga przyczyna, dla której to samozniszczenie, czyli nirwana, właściwe buddyzmowi odnosi się równie dobrym prawem i do brahmanizmu, jest wspólność i tożsamość, że tak powiem, praktyk moralnych i pokutniczych obojga systemów religijnych, jak też ich powody i przyczyny. Przyczyną i powodem tych praktyk, jest w jednym i drugim, potrzeba i chęć pozbycia się złego; a ponieważ złem wreszcie jest tak u jednych jak i u drugich, Zycie samo, to życie, które pędzimy w dziedzinach Mai, ułudy, to jest na tym świecie zwodniczym, przemijającym, sennym i wierutnie nierzeczywistym; więc powodem i przyczyną, tak u jednych jak u drugich, jest pozbycie się wreszcie życia samego. Praktyki zaś służą jako środki do tego celu, i jak powiedziałem są wspólne obu naukom religijnym. Wprawdzie brahmanizm wyobraża sobie ten cel jako powrót do bóstwa (Brahma), i zanurzenie się w nim, a buddyzm bierze go jako proste zstąpienie do nicości; ponieważ jednak to zanurzenie się w bóstwie brahmanów zupełnym w nim zginięciem i zatratą wszelkiego osobnego i osobistego istnienia, więc i co do tego celu, jeśli idealnie się różnią, faktycznie wszakże zgadzają się na jedno oba systemy. Zresztą ów Brahma brahmanów, czymże jest innym, w rzeczy i w istocie, jeśli nie taką samą przepaścią nicości, jaką i ta druga przepaść, ta nirwana buddystów? Więc kres tej drogi jaki tu jest, taki i tam, i jak u buddystów tak i u brahmanów, w rzeczy i w istocie, ostatnim kresem olbrzymiej pracy całego żywota, w pozbyciu się złego, nic innego nie jest jedno samozniszczenie.

Przyznam, nie znam się na tematyce TI i nie bardzo mnie ona interesuje – ale zauważam, iż TI stanowi żywotną pożywkę dla prawicowej awangardy. Według mnie jest to igranie z ogniem (ujeżdżanie tygrysa? – jak to mówią tradycjonaliści integralni za baronem Evolą), szkodliwe nawet nie tyle dla rodzimej myśli czy formacji duchowej, ale po prostu dla Prawdy, bez której to nie ma co marzyć o Zbawieniu. Dlatego podaję ten fragment, ku rozwadze. Mam nadzieję, że xiądz Semenenko w poprawny, rzeczowy i sugestywny sposób rozprawił się z tymi zabobonami z punktu widzenia katolickiej ortodoksji.
Przepraszamy czytelników, żeśmy rzecz tak ważną poruszyli tak pobieżnym dotknięciem. Sądzimy wszelako, że tych kilka rysów wyraziło dostatecznie ogólny charakter rzeczy, o ile nam jest potrzebny, dla naszych rozważań. Chodziło nam o to, aby obok prawdziwej katolickiej nauki, o środku jedynym pozbycia się złego to jest grzechu, postawić najskrajniejszą, a zarazem najlogiczniejszą, i najbardziej całkowitą naukę ludzką, o tym samym przedmiocie. Tylko przez odciąganie, sprawdza się dodawanie, przez wyjaśnienie zaprzeczenia, stwierdza się zatwierdzenie, jak w ogóle tylko wobec cieniów uwydatnia się światło; a im cień mocniejszy, tym światło wydatniejsze. Mamy nadzieję, że cień tu położony jest dosyć wyraźny, tak jak jest w sobie prawdziwy; i że może w odpowiedniej mierze posłużyć do uwydatnienia przeciwnego światła, zawartego w nauce katolickiej.Ω

X. Piotr Semenenko, komentarze: Reaktor
|
|